|
Odwiedziło nas już 390644 osób
|
|
|
|
|
|
Készítsen képet önmagáról |
|
|
|
Napisał: Misza Bury
|
|
Készítsen képet önmagáról
Niedawne wybory parlamentarne były ostatnimi, w których nie miałem prawa głosu, wszak trudno spodziewać się kolejnych w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. W ramach rekompensaty za niemożność postawienia trzech krzyżyków na kartach wyborczych pozwolę sobie przelać na klawiaturę własne spostrzeżenia. Jako że znajomi ostatnim czasem oskarżają mnie o sianie defetyzmu, przesadny pesymizm oraz cynizm, tym razem będzie tylko i wyłącznie o sprawach pozytywnych!
Niezmiernie cieszę się z odsunięcia od koryta kryminalistów z Samoobrony oraz troglodytów z LPR. Czyżby po sześciu latach Polacy w końcu zrozumieli, że drukowanie pieniędzy to nie recepta na dobrobyt, a gest „sieg heil” nie służy do zamawiania piwa? Lepiej późno niż wcale.
Powodem do zmartwień nie jest dla mnie również porażka Lewicy, która uzyskała poparcie niższe niż dwa lata temu. Trudno było się spodziewać innego efektu, skoro zamiast najprzystojniejszego polskiego posła , Wojciecha Olejniczaka, twarzą „nowej” lewicy został Aleksander Kwaśniewski, kojarzony ostatnio bardziej z promilami(nie tylko poparcia), niż z procentami.
Raduje mnie nawet obecność PSL-u w parlamencie. Cóż bym zrobił, gdyby z życia politycznego zniknęły słynne przypowieści, anegdotki i dowcipy prezesa Pawlaka? W ramach rekompensaty musiałbym nauczyć się języka niemieckiego celem zrozumienia dowcipu naszych zachodnich sąsiadów, a istnieje ryzyko, że, pomijając trudności językowe, jest to zadanie nieosiągalne dla mojej skromnej percepcji.
Sumienie każe mi podziękować premierowi Kaczyńskiemu, który pobudził w narodzie obywatelską postawę, przekonał, że każdy głos ma znaczenie, czego efektem była rekordowa frekwencja. Tak, przez ostatnie dwa lata władza czyniła wszystko, co w jej mocy, by sprowokować ludzi do udziału w wyborach. Zmobilizowała, by pójść do urny i dać upust swojej dezaprobacie, zdenerwowaniu i chęci natychmiastowej zmiany. Jerzy Pilch w felietonie dla dziennika z dnia 19.10.2007(tak, jeszcze przed „świętem demokracji”) zdołał opisać ten stan za pomocą jednego, idealnie trafiającego w sedno słowa, którego jednak mi, jako uczniowi liceum ogólnokształcącego, nie wypada pomnieć w tym miejscu.
By sprawiedliwości stało się zadość, czas na pochlebstwa w kierunku Platformy. Podobały mi się spoty PO. Wyróżniały się na tle kiczowatych PiS-u, obcesowych LPR-u, nudnych Samoobrony, patetyczno-żałobnych LiD-u oraz pretensjonalnych PSL-u. Warto tu wspomnieć o ciętej ripoście na atak PiS (reklamówka „Bardzo niedawno temu w Polsce” ), dość błyskotliwy jest również spot pt. „180 stopni” , choć identyczny pomysł wykorzystano rok temu w wyborach prezydenckich w Argentynie. Przede wszystkim jednak wybijała się postać Donalda Tuska, który bezsprzecznie potrafi pięknie mówić o przyszłej Polsce. Nic dziwnego, mając dwoje dzieci, trzeba umieć opowiadać bajki. Być może tu tkwi przyczyna porażki Jarosława Kaczyńskiego w debacie z szefem PO?
Czego oczekuję od nowego rządu? Z jednej strony niewiele, a z drugiej bardzo dużo. Chcę, żeby miała jak najmniejszy wpływ na moje życie. Nie potrzebuję stu milionów od Wałęsy, becikowego od Giertycha, miliona nowych miejsc pracy od śp. KLD, trzech milionów mieszkań od PiS-u czy 2300 zł płacy minimalnej od PPP. Sam sobie to wszystko zorganizuję, podobnie jak i większość Polaków, o ile władza w końcu przestanie nam przeszkadzać, a pozwoli działać, czego sobie i Wam życzę.
Misza Bury
|
|
|
|
|